Hue 1968. Wietnam we krwi

nominacja jury i internautów
Autor: Mark Bowden
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 2019-03-13
Kategoria: Historia niebanalna
ISBN: 9788379761982
Ilość stron: 640

Najkrwawsza bitwa wojny wietnamskiej.

 

Obok książek Marka Bowdena trudno przejść obojętnie. Jest on autorem tak znanych tytułów, jak: Helikopter w ogniu, Zabić bin Ladena, Polowanie na Escobara, według których nakręcono głośne filmy i seriale. Na podstawie Hue 1968 zapowiedziany jest serial, a udział reżysera Michaela Manna gwarantuje produkcję najwyższej jakości.

 

Hue 1968 to niezwykle plastyczny opis zmagań bojowych w największej z bitew stoczonej przez Amerykanów od czasów zakończenia II wojny światowej. Dzięki bezprecedensowemu dostępowi do archiwów wojennych w USA i Wietnamie oraz wywiadów z uczestnikami obu stron, Bowden opowiada o każdym etapie bitwy z różnych punktów widzenia. Taka wizja amerykańskiego "zwycięstwa” pokazuje nam obraz wojny znanej z wstrząsających obrazów Czasu apokalipsy Coppoli czy Full Metal Jacket Kubricka. Rozgrywana przez miesiąc i kosztująca 10 000 zabitych, bitwa o Hue była zdecydowanie najkrwawsza w całej wojnie. Kiedy się skończyła, amerykańska debata już nigdy nie podjęła tematu wygrania wojny, tylko sposobów wycofania się z niej.

 

Fragment tekstu:

 

„Jak wiele spośród ostatnich natarć w historii, także to było rozczarowujące. Wroga już w pałacu nie było. Ostrzał prowadziło kilku pozostawionych wartowników, których prędko zabito. Hac Bao odnaleźli na terenie pałacu ciała sześćdziesięciu czterech żołnierzy wroga – Front używał tego dość bezpiecznego obszaru jako szpitala, a odwrót był zbyt pospieszny, by starczyło czasu pochować zmarłych. Odnaleziono także zapasy broni i amunicji oraz pozostałości konia i psa, które ewidentnie zaszlachtowano, by je zjeść. Niemal nagi, wychudzony mężczyzna wyszedł z krzaków, by ich powitać. Był to członek 1 Dywizji Truonga, który został odcięty w czasie oblężenia cytadeli i spędził ostatnie tygodnie zanurzony w szuwarach jednej z pałacowych lagun i tylko nocą wymykał się w poszukiwaniu jedzenia. Był to starszy brat pułkownika Dinha.

 

Le Tu Minh, odpowiedzialny z ramienia Komitetu Centralnego za Hue, wiedział już, że koniec jest bliski. Przywódcy Frontu zebrali się w wiosce na zachód od bramy Huu jedenaście dni wcześniej. Dyskutowano o rosnących stratach i ciągle rosnącej liczbie żołnierzy ARVN i Amerykanów. W czasie spotkania amerykańskie samoloty zrzuciły bomby na wioskę. Generał Kinh schronił się w okopie razem z komisarzem na front Hue Le Kha Phieu. Obu mężczyznom nic się nie stało, lecz było jasne, że nie ma już sensu utrzymywać Hue. Ostatnimi siłami Frontu, które opuściły miasto, były oddziały z południowo-zachodniego narożnika fortecy, które strzegły bram Nha Do i Huu.

 

Zorganizowany odwrót zaczął się trzy noce wcześniej. Zeszłej nocy jednak zapanował chaos. Ostatnie dni bitwy były wykańczające. Porucznik Tang Van Mieu był świadkiem, jak kula amerykańskiego snajpera zabiła jednego z jego dowódców; wybiła gałkę oczną owego mężczyzny, która wylądowała na twarzy Tanga. Tang był niższy niż jego podkomendni uznał, że snajper, widząc grupę żołnierzy, założył, że to ten wyższy jest najważniejszy. Jego żołnierze z NVA zachowali porządek w czasie odwrotu, lecz spodziewając się ostatecznego natarcia przeciwnika, Viet Cong i miejscowi bojownicy po prostu uciekali w nieładzie. Studenci zmuszeni do noszenia rannych rzucali nosze na ulicę i płakali. Skarżyli się, że nie mogą już dalej iść. 7 batalion Tanga zaczął ofensywę z sześciuset ludźmi. Z miasta wyszło pięćdziesięciu.

 

Jeden aspekt bitwy kompletnie umknął Amerykanom. Przez cały czas obie strony wietnamskie podsłuchiwały się nawzajem przez radio, a jednocześnie przez nie wyzywały i sobie groziły. Pewnego razu jeden z oficerów Truonga, nazwiskiem Chot, wszedł na częstotliwość sił Frontu i zażądał rozmowy z Tangiem, który podniósł słuchawkę. Chot powiedział Tangowi, że zaproponuje nagrodę za jego złapanie.

 

Tang powiedział mu, że nie ma nic przeciwko.

 

– Spróbuj tylko mnie pokonać i złapać! – powiedział Chot.

 

– Nie, to ty spróbuj mnie pokonać i złapać! – odparł Tang. – Ja złapię ciebie. Zostaniesz pokonany.

 

Mimo trudów walki Tang był niezadowolony, że nadszedł czas się wycofać. Wierzył, że dalsza walka miała sens, nawet jeśli wszyscy zginą. Gdy zabierał swoich ludzi z bramy Nha Do, martwił się o miejscowe milicje: ich członkowie byli rekrutowani spośród mieszkańców miasta i wielu postanowiło zostać, licząc, że wtopią się z powrotem w tłum cywilów. Co się z nimi teraz stanie? Z pewnością zostaną rozpoznani przez sąsiadów i wydani. Czy miał ich po prostu zostawić samym sobie? Odnosił wrażenie, że jego ludzie, jeśliby otrzymali posiłki, mogliby walczyć jeszcze przez wiele dni. Jednak rozkazy były rozkazami. Tang kazał swoim ludziom wziąć porzuconych przez studentów rannych, a studentom dał broń i amunicję. Jakże się te przetrzebione jednostki w niekontrolowanym odwrocie różniły od dumnych i szczęśliwych żołnierzy wkraczających do miasta w poranek święta Tet. Jeden z batalionów liczył teraz już tylko sześciu żołnierzy.

 

Mai Xuan Bao, którego saperzy przeprowadzili atak na siedzibę policji pierwszej nocy, także otrzymał rozkaz wycofania się we wtorkową noc przed tym, jak ludzie Thompsona zajęli południowy mur. Kompania, do której był przydzielony, liczyła już tylko trzydziestu ludzi i została przesunięta na pozycję poza cytadelą. Między ich obecną pozycją a drogą ucieczki na południe znajdowały się świeże oddziały ARVN. Kiedy przyszedł rozkaz odwrotu, oficer polityczny kompanii Bao zachęcał go, by natychmiast zaatakował pozycje przeciwnika.

 

– Nie możemy – odparł Bao. – Jeśli teraz zaatakujemy, to poniesiemy jeszcze większe straty. Musimy być cierpliwi.

 

Przeczekali noc, próbując przekonać przeciwnika, że nic się nie stanie aż do rana – zwyczajowego czas ataku. Ludzie Bao zaatakowali tuż przed świtem i zdołali się przebić. Wycofali się, pozostawiając za sobą wielu rannych i zabierając jeńców z ARVN. Pomaszerowali na południe. Gdy mijali Phu Bai, zostali ostrzelani przez artylerię – ostrzał zabił jeszcze więcej ludzi Bao i niektórych jeńców."

Patroni medialni
logo 1logo 2logo 3logo 4logo 5logo 6logo 7