Radziwiłłowie. Burzliwe losy słynnego rodu

nominacja jury i internautów
Autor: Witold Banach
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 2017-12-20
Kategoria: W rolach głównych
ISBN: 978-83-7976-806-6
Ilość‡ stron: Ilość stron: 584

Radziwiłłowie. Burzliwe losy słynnego rodu - opis wydawcy:

Zajrzyjcie do świata przepychu, skandali i ogromnych majątków ziemskich, gdzie nazwisko znaczy więcej niż może się wydawać! Radziwiłłowie, ród który trząsł Rzeczpospolitą Obojga Narodów, opisywany w Sienkiewiczowskiej Trylogii, przedstawiany w wielu filmach i serialach historycznych. Jednak niewiele osób wie, że jego przedstawiciele uczestniczyli w wielu ważnych wydarzeniach w czasach nam bliższych. To dzięki interwencji Janusza Radziwiłła zwolniono Józefa Piłsudskiego z Magdeburga, a jego rozmowa z Göringiem przyczyniła się do uwolnienia profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Stanisław Radziwiłł jako delegat Polskiego Czerwonego Krzyża zabiegał o zbadanie okoliczności mordu katyńskiego, a po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych brał udział w kampanii prezydenckiej swojego szwagra Johna Fitzgeralda Kennedy’ego.

Radziwiłłowie byli obywatelami świata w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Swoje majątki, pałace, domy posiadali w Polsce, Rosji, Niemczech, Francji, Włoszech i Stanach Zjednoczonych. Byli przyjaciółmi królów, cesarzy, carów i prezydentów, a fakt, że stali się rodziną związaną z pruskim domem panującym, miał swoje znaczenie aż do czasów II wojny światowej. W książce czytelnik znajdzie zarówno postacie piękne, szlachetne, ale nie brakuje też szaleńców, utracjuszy i skandalistów. W opowieściach o Radziwiłłach znajdziemy paradoksy związane z wyborem tożsamości narodowej, polityczne wolty, skandale obyczajowe, wzloty i upadki.

Fragment:

Janusz Radziwiłł u Berii, fragment rozdziału - „GOŚCINNY” BERIA

Aż w końcu sławny więzień — chciałoby się powiedzieć, doborowy — trafił na samego szefa szefów służb specjalnych, czyli do gabinetu Ławrientija Berii. Ten groźny ludobójca, mający na sumieniu tysiące ludzkich istnień, odstawił przed księciem prawdziwy „wersal”. Zastrzegł się, że zasadniczo nic nie mają przeciwko księciu i wcale nie zamierzają go dłużej trzymać, chcieliby tylko wiedzieć, co zamierza zrobić po zwolnieniu. Książę i tym razem odpowiedział zgodnie z prawdą i logiką, że chciałby wrócić z rodziną do Polski. Na szczęście, miał ten wybór, że mówiąc Polska, nie musiał wyrażać chęci powrotu do swojego majątku w Ołyce na Wołyniu (była to już Zachodnia Ukraina sowiecka), ale miał do wyboru warszawski pałac przy ulicy Bielańskiej i nieodległy od stolicy Nieborów. Oba warianty poza linią demarkacyjną między Rosją sowiecką a hitlerowskimi Niemcami.
Beria próbował kokietować księcia, że może by jeszcze pozostał jakiś czas w ZSRR. W literaturze istnieją przypuszczenia (S. Zabiełło), że być może w księciu widziano „polskiego Paasikivi”. Tutaj jednak sowiecki aparat chyba stanowczo się pomylił, ten Radziwiłł nie nadawał się na czerwonego księcia, być może do takiej roli lepiej pasowałby jego kuzyn Krzysztof Radziwiłł, który po wojnie związał się z władzami PRL-u i uczył ekipę Bieruta protokołu dyplomatycznego. Krzysztof Radziwiłł był jednak poza sowieckim zasięgiem, większość okresu okupacji spędził w niemieckich obozach koncentracyjnych.

(…)W chwili gdy książę trafił przed oblicze Berii, ten już zapewne wiedział, że o jego szczególnego więźnia upomina się Rzym, a bezpośrednio najbliższy sojusznik Stalina. Waga niemieckiego wstawiennictwa była zapewne ważniejsza i decydująca. Stąd od początku kokieteryjne traktowanie księcia. Praktycznym wykonawcą połączonych działań (łącznie z Mussolinim) był ambasador von Schulenburg, który przedstawił prośbę w imieniu Göringa w Narkomindiele w Moskwie. Beria próbował jeszcze zwodzić księcia: może zechciałby pracować dla Moskwy?
— Przecież wielu arystokratów rosyjskich pracuje z nami — powiedział do obecnych przy przesłuchaniu dyrektora więzienia i innych enkawudystów. — Tacy ludzie jak książę Radziwiłł, są nam bardzo potrzebni. Znaleźlibyśmy dla niego dobre zajęcie.
Zapewne, ale po stanowczym wyrażeniu przez księcia woli powrotu do Warszawy Beria zrezygnował z namawiania swojego „gościa” do pozostania w ZSRR. Żeby formalistyka sowiecka została zachowana, szef NKWD polecił Radziwiłłowi napisanie listu do ambasadora niemieckiego w Moskwie von Schulenburga, gdyż obok dobrej woli rządu sowieckiego potrzebna jest również zgoda Niemiec. Prawdopodobnie była to tylko inscenizacja, Radziwiłł odpowiedzi nigdy nie otrzymał. Berii pozostawało już raczej tylko zatroszczyć się o godziwe warunki pobytu polskiego arystokraty, którego nagle zaczęto traktować z rosyjską gościnnością w dobrym tego słowa znaczeniu. Książę otrzymał świeżą bieliznę, skarpetki, wodę kolońską i inne niezbędne drobiazgi. W więziennym jadłospisie pojawiły się wędliny, masło, bieługa i jesiotr, które dostojnemu więźniowi przynosił… kelner. Ale najważniejsze, że w kilka dni później, podczas kolejnej „wizyty” w gabinecie Berii, książę został powiadomiony o jego natychmiastowym wypuszczeniu. Druga rozmowa z Berią była już tylko „miłą pożegnalną pogawędką”. Książę został poinformowany o zwolnieniu Franciszka i Leona Radziwiłłów z Nieświeża, hrabiego Tyszkiewicza, mecenasa Żeromskiego…

Patroni medialni
logo 1logo 2logo 3logo 4logo 5logo 6logo 7